2007-09-02 || 15:12:49
strona 2.
Lucilla dotknęła ramienia matki obserwując zmiany zachodzące na jej twarzy.
- Hej.. Co ci jest?
- Nic, nic – szybko odpowiedziała kobieta, wracając do rzeczywistości – Tak... Jeśli zechcesz zostać w Polsce. Zechcesz?
Dziewczyna odwróciła wzrok. Czy zechce? Ma już, teraz decydować? Nie widziała jeszcze swojej nowej szkoły, nie poznała nauczycieli ani uczniów, nawet nie wiedziała, gdzie będzie mieszkać. I tak po prostu ma rzucić się matce na szyję i krzyknąć, że o niczym innym nie marzy? Bo tego pewnie matka właśnie teraz oczekuje...
- Mamo, ja niczego jeszcze nie widziałam...
- Ach, tak, rozumiem – przerwała – Pojedziemy teraz do domu, rozpakujesz się odświeżysz. Jutro wcześnie wstaniemy i pokażę ci okolicę.
- W porządku – odrzekła córka i wsiadła z powrotem do samochodu zatrzaskując za sobą drzwi. W tym momencie matka poczuła nagły przypływ skrajnych uczuć. Dlaczego tak musi być? Dlaczego była tak głupia, by zostawiać ukochaną i jedyną córkę na kilkanaście lat w Anglii?
W sześć miesięcy po ślubie Agata straciła pracę. Nie miała pieniędzy, musiała sprzedać mieszkanie. Tom zaoferował jej pomoc. Wprowadziła się do niego, urodziła dziewczynkę. Byli wtedy tacy szczęśliwi... Jak doskonale to pamięta! Ale po kilku pierwszych, nieprzespanych nocach zaczęły się kłopoty. Tom chodził wiecznie zdenerwowany, krzyczał. Raz zaczął swoje wyrzuty o trzeciej w nocy. Jego monolog wypowiadany podniesionym głosem zakończył się zdaniem, tak głęboko zapadłym w pamięć.
- Żyjesz jak pasożyt! Weź się wreszcie do roboty!
Agata zdębiała. Pasożyt? Do roboty? Przecież we wszystkich filmach angielskie matki siedziały w domu, zajmowały się dziećmi, gotowały obiady, sprzątały. Jak gosposie. I ona to wszystko przecież robiła. Zmieniała pieluchy, prała, prasowała. Jedynie do kuchni nie została nigdy dopuszczona. No tak, jeden kucharz w domu wystarczy. Wtedy, tamtej nocy coś ją tknęło. Spojrzała na Toma z takim smutkiem, że aż cofnął się o krok. Agata poszła do pokoju, zaczęła pakować wszystkie swoje rzeczy. Tom patrzył na to wszystko ze spokojem, dopóki nie wyjęła z szafki malutkich, dziecinnych ubranek.
- O nie, tego nie ruszysz! – wrzasnął.
- Słucham? To moja córka. Zabieram ją ze sobą.
- Nie ma mowy! Nie jest tylko twoja!
- To co, mam ją podzielić na dwie części?
- Skończ. Lucilla zostaje.
- Nie. Zabieram ją.
- Nawet się nie warz!!! – szybkim, zamaszystym ruchem wyrzucił z walizki dziecięce rzeczy. Złapał Agatę na łokieć i szarpnął nią mocno – Dziecko zo-sta-je. Zrozumiano?
- Puść – odpowiedziała z rezygnacją. – Może zostać. Ale wrócę po nią. Wrócę.
I rzeczywiście. Po trzech latach matka wróciła po Lucillę. Właściwie to przyjechała do niej... Pobyły razem przez miesiąc. Gdy zbliżał się termin powrotu, znów wybuchła awantura. Tom za nic nie chciał oddać słodkiej dziewczynki. Agata zagroziła, że poda go do sądu. Oboje tego nie chcieli. Ustalili, że kobieta zajmie się córką przez rok, następnie odwiezie ją z powrotem. Tak też się stało. Później Agata utrzymywała zaledwie telefoniczny kontakt z córką. Dzwoniła regularnie, uczyła ją polskiego i – co z tego wynika – płaciła olbrzymie rachunki. Rzuciła się w wir pracy. Miała dobrą posadę zastępcy kierownika w porządnej firmie kosmetycznej. Przez te kilka lat zdołała uzbierać sporą kwotę. Zwolniła tempo i pojechała po Lucillę. Piękna i pewna siebie stanęła w drzwiach Toma.
- Przyjechałam po moje dziecko.
Zszokowany mężczyzna stał w drzwiach i nie zdołał wydusić żadnego dźwięku. Gestem zaprosił byłą żonę do środka.
- Gdzie Lucilla? – spytała ona.
- Eeee... W szkole – odpowiedział.
- To poczekam.
- Tak, oczywiście. Na długo chcesz ją zabrać?
- Przynajmniej na cztery lata.
- CO?!
- Nie drzyj się. Przez ile lat była u ciebie? Zastanów się. Wciąż istnieje możliwość, by rozstrzygnąć tę sprawę w sądzie – tak. Agata nie bała się tego już tak bardzo, jak kilka lat temu.
- Dobra... Zobaczymy. Kiedy masz samolot powrotny?
- Dziś wieczorem.
- Ale... Ona przecież kończy drugą klasę gimnazjum.
- To co? Skoro kończy, a właściwie już skończyła, to nie ma żadnego problemu. Szybko się spakuje i wracamy.
Ledwie wyrzekła te słowa, rozległo się pukanie do drzwi. Agata poszła otworzyć. Spojrzała na stojącą w progu nastolatkę i wzruszyła się okropnie.
- Kochanie – przytuliła córkę – jak ty wyrosłaś! Och, jesteś teraz taka.. piękna.
- Mamo – rzekło zaskoczone dziewczę. – Co ty tu robisz? Nie spodziewałam się...
- Przyjechałam po ciebie. Pojedziemy razem do Polski. Zgoda? Pakuj się, samolot dziś wieczorem.
- Słucham? Dziś? Chyba żartujesz. Nie ma nawet mowy.
- Pakuj się – powiedziała matka surowo. Lucilla ruszyła do swojego pokoju i rozejrzała się bezradnie. Bałagan w nim panujący na pewno nie dałby się zlikwidować w jedno popołudnie.
- Pomogę ci – rzekła mama od progu.- Razem damy radę. I racja. Już o godzinie osiemnastej dwie wielkie walizki stały w przedpokoju a pokoik dziewczyny lśnił i świecił pustkami.
- Do zobaczenia tato – powiedziała Lucilla i wtuliła nos w flanelową koszulę pachnącą proszkiem Persil.
skomentuj (0)

***



* wasze opinie *
dodaj
czytaj

* poprzednie rozdziały *
2007
wrzesień
lipiec




Paula
blogowicz